niedziela, 13 sierpnia 2017

Czyszczenie starego obrazu



Niedawno zgłosił się do mnie pewien pan (stały klient) z Niemiec, z propozycją abym wyczyścił i usunął zabrudzenia na obrazie, który wyszperał na jakiejś aukcji czy wyprzedaży staroci.
Ten pan jest entuzjastą dawnych dzieł sztuki, i zawsze gdy coś przywiezie do naprawy czy konserwacji, to niemal dech mi zapiera z wrażenia
Jak zawsze, tak i tym razem przywiózł do oczyszczenia i drobnej renowacji obraz z "najwyższej półki" malarstwa europejskiego, tym razem obraz marynistyczny. 




Obraz jest namalowany na płótnie, ok. 100 lat temu, sygnowany, a w czasie zabiegów usuwania zabrudzeń odkryłem , że obraz ma również nadany autorski numer katalogowy. Upływ czasu, oraz różne warunki w jakich przebywał obraz, spowodowały pewne trwałe – bardzo minimalne - jego uszkodzenia, ale one tym bardziej ukazuje wielką klasę obrazu i  twórcy tego dzieła.
 






Sama technologia malowania obrazu zawiera też pewne ciekawostki techniczne, o których poinformowałem mego klienta. Tak opis jak i prezentację zdjęć obrazu, publikuję za wiedzą i zgodą jego właściciela.


poniedziałek, 31 lipca 2017

Kolejny reportaż w Radiu Opole



Bardzo się mile jestem zaskoczony kolejny reportażem na mój temat w Radiu Opole, za co bardzo serdecznie dziękuję pani Agnieszce Pospiszyl, prezesowi radia panu Piotrowi Mocowi oraz całej ekipie Radia Opole.
Nigdy nie myślałem, że w takim pośpiechu, niezłym rozgardiaszu i wielkim zamieszaniu (w jakim ostatnio nie tylko ja się znalazłem), pani Agnieszka Pospiszyl zrobi aż tak świetną robotę J Jeszcze raz - serdeczne dzięki J

„Stańczyk”, czyli aktualny klimat zadumy.



Od pewnego czasu zaobserwowałem jakby wzmożony „ruch w obrazach”, gdyż co pewien czas otrzymuję bardzo ciekawe zamówienia.
Swoją przygodę z obrazami rozpocząłem od namalowania pejzażu, ale jednym z pierwszych obrazów było namalowanie „Stańczyka” wg znanego obrazu Jana Matejki. Wybrałem go wówczas z dwóch powodów.
Po pierwsze; zawsze Stańczyk robił na mnie ogromne wrażenie, a po drugie; zaczynając malować, natychmiast „skoczyłem na głęboką wodę”, gdyż uznałem, że jeżeli dobrze namaluję tak charakterystyczną twarz oraz wyjątkowo wymownie splecione ręce Stańczyka, to będę miał jakąś pewność, że mogę „bawić się w malowanie” innych obrazów. 
 Tamten pierwszy mój „Stańczyk” sprzed ponad 30 lat trafił do mego kuzyna i do dzisiaj wisi u niego w domu na honorowym miejscu .


 Kilka miesięcy temu zobaczył ten obraz znajomy kuzyna , mieszkający w Czechach. Mężczyzna ów od zawsze był zafascynowany malarstwem J. Matejki, toteż zgłosił się do mnie z propozycją namalowania obrazu wg ściśle określonych wymiarów.

Było to już chyba moje trzecie lub czwarte podejście do tego dosyć trudnego obrazu, ale ta ostatnia wersja jest chyba najlepsza. 


Obraz wypadło mi malować w dosyć trudnym i skomplikowanym dla mnie okresie, a z uwagi na brak czasu i bardzo napięte terminy, robiłem go w pewnym ciągu czasowym, bez oglądania się na porę dnia (dzień, noc, do białego rana, itd.). Jedynie końcowe poprawki i korekty robiłem przy bardzo dobrym świetle dziennym.
Pokazuję dokumentację fotograficzną z procesu malowania „Stańczyka”.


 Ten obraz szczególnie ostatnio jest jakby wyjątkowo aktualny, gdyż oddaje pewien „klimat” zadumy nad tym, co ostatnio od kilku lat dzieje się w Polsce.

Tu chciałbym zasygnalizować też pewną ciekawostkę na temat tego ponadczasowego dzieła Jana Matejki, o której to ciekawostce mało kto wie. 
 Wszyscy ten fragment, jak i całość obrazu znamy jako „Stańczyk”, ale jest to druga nazwa tego obrazu, pewien skrót, gdyż pierwotnie Jan Matejko swemu dziełu nadał tytuł:
„Stańczyk w czasie balu na dworze królowej Bony, kiedy wieść przychodzi o utracie Smoleńska”.